Mam wrażenie że jest to jedno z najczęściej występujących zjawisk paranormalnych, przynajmniej u mnie w domu. Z duchami i telekinezą jeszcze nie miałem styczności, a to pojawia się bardzo często, zawsze w najmniej oczekiwanym momencie. Naukowcy i uczeni na całym świecie nie są w stanie wyjaśnić tego fenomenu. Mowa tu o spontanicznie występujących domowych czarnych dziurach. A te zwykle pojawiają się gdy czegoś pilnie szukam.

Sytuacja z dzisiaj: wstaję równo z budzikiem, humor dopisuje, bo w końcu jest piątek. Zjadam śniadanie, pakuje rzeczy do plecaka, myje zęby, wiecie, standardowy rytuał poranny. Wydawało się że wszystko idzie zgodnie z planem, dopóki nie popatrzyłem na telefon. Tylko popatrzyłem, bo więcej się zrobić nie dało. Gdy próba odblokowania ekranu zaowocowała krótkim mignięciem czerwonej diody nad ekranem, wiedziałem że chodzi o wyładowaną baterie. Żaden kłopot, myślę sobie. Podładuje chwile telefon, na tyle żeby dojechać do biura, a tam już ładowarek nie brakuje (zalety pracy w Świat Baterii he he). Gdy jednak schyliłem się pod biurko w poszukiwaniu kabla, zastałem puste gniazdo. Sprawdzam dalej, jedno, drugie gniazdko, nie ma. Puls przyśpiesza, myśli powoli przejmuje panika. “Widziałaś moją ładowarkę?” krzycze do dziewczyny. “Tak, jest tam gdzie ją zostawiłeś!” odpowiada lekko szyderczym tonem i wychodzi do swojej pracy, zostawiając mnie samego z problemem.

Czy to znowu ta czarna dziura? Zwolennicy teorii starożytnych kosmitów na to pytanie odpowiedzieliby twierdząco. Zrezygnowany, chwytam jedną z niewielu książek które posiadam w formacie analogowym i udaje się na przystanek. No cóż, dzisiejsza podróż tramwajem odbędzie bez podkładu muzycznego, a zamiast odmóżdżających wpisów w mediach społecznościowych, czytać będę autobiografie Kuby Wojewódzkiego, którą nawet nie wiem skąd miałem w domu.

Już czytając prolog wiedziałem, że nie mogę nigdy więcej dopuścić do takiej sytuacji. Dlatego przygotowałem sobie listę rozwiązań problemu ginącej ładowarki. A że staram się być dobrym człowiekiem, to się nimi z Wami podzielę.

Desygnowana strefa ładowania

Od dzisiaj ładuje telefon tylko w jednym miejscu w domu. Dziewczynę już poinformowałem – to gniazdko jest tylko dla mojej ładowarki. Jeżeli z niego zniknie, następnym razem przyklejam ją na stałe kropelką. Gorzej jest w sytuacji, gdy mamy kilka urządzeń i każde ma swoją ładowarkę. Aby uniknąć pomieszania z poplątaniem, postanowiłem że zainwestuję w ładowarkę wieloportową.

Jedno gniazdko ładuje 5 urządzeń

Na przykład dostępna w naszym sklepie ładowarka GC ChargeSource5, która wyposażona jest w 5 portów USB szybkiego ładowania. Zalety takiego rozwiązania widać na pierwszy rzut oka. Koszt nie jest duży, przynajmniej w porównaniu do kwoty którą do tej pory wydałem na zastępowanie zgubionych ładowarek.

Komu w drogę temu organizer

Mimo postanowienia że nie będę ruszał ładowarki z jej przydzielonego miejsca, spodziewam się że przyjdzie kiedyś czas że będę musiał ją stamtąd zabrać. Dlatego oprócz ładowarki, zaopatrzyłem się w organizer GC PowerCase. Dzięki niemu, swoją desygnowaną strefę ładowania będę miał zawsze w jednym miejscu, nawet w podróży.

Zapasowy kabel jako koło ratunkowe

Innym rozwiązaniem które może pomóc w takich sytuacjach, a będzie trochę mniej kosztować, jest zaopatrzenie się w zapas kabli USB. Można wtedy podłączyć telefon do portu USB w laptopie i lekko go podładować. Porty do ładowania urządzeń pojawiają się też coraz częściej w komunikacji miejskiej, więc przy pomocy takiego kabla mógłbym się tam podpiąć. Ja zapasowy kabel miałem, ale oczywiście z uszkodzoną końcówką, więc w dzisiejszym zamówieniu, oprócz etui i ładowarki, znalazł się zapas wytrzymałych kabli GC Ray.

Nerwów, które straciłem na szukanie ładowarki dzisiaj rano już nie pewnie nie odzyskam, ale mogę ustrzec siebie i Was przed utratą kolejnych. Stres piękności szkodzi, a że nie mam czym szastać, nawyki “dobrego ładowania” zaczynam wyrabiać od dzisiaj.