Fenomen Xiaomi

Firma stworzona przez chińskiego wizjonera, 46-letniego już Lei Juna to gigant – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Powstały ponad 6 lat temu koncern błyskawicznie zyskał pozycję w najlepszej dziesiątce producentów smartfonów na świecie i zajął miejsce wśród olbrzymów branży elektronicznej. Przyjrzyjmy się nieco bliżej perspektywom i rewolucji, która zapowiada się w firmie.

Smartfonowa bomba

Swoje spektakularne początki Xiaomi zawdzięcza produkcji budżetowych smartfonów. Producent przebojem wdarł się na listę topowych graczy na rynku, zwłaszcza w chińskich realiach dokonując niemałej rewolucji. Kolejne modele telefonów wzbudzały ogromne zainteresowanie i biły coraz to nowe rekordy sprzedaży. Dzięki świetnemu wykonaniu i bardzo niewielkiej marży producenckiej (nawet na poziomie 10%) produkty Xiaomi szybko zdobyły sobie opinię najlepszych możliwych w swojej kategorii cenowej.

Przez lata Xiaomi zdobywało coraz to większą popularność, także na zachodnich rynkach, a sam Lei Jun zaczął być nazywany chińskim Stevem Jobsem. Zarzucano mu nawet kopiowanie stylu ubierania i prezentacji od nieżyjącego już założyciela Apple.
Porównanie z pewnością pochlebne i można zaobserwować pomiędzy panami pewne podobieństwa, jednakże sposoby kreowania marki i same osobowości nieco inne.

Ostra chińska konkurencja

Mi Max - nowy phablet Xiaomi
Mi Max – phablet Xiaomi

Cudowna passa Xiaomi trwała dość długo. Niezwykle szybki rozwój firmy jednak w końcu wyhamował. Roczny wzrost sprzedaży ich smartfonów w państwie środka spadł z 227% w 2014 do zaledwie 17% w 2015. Nie pomogła także globalna tendencja spadkowa w sprzedaży smartfonów, a dodatkowo swoje uszczknęły inne firmy z dalekiego wschodu. Przede wszystkim mowa tu o Huawei, które swój sukces zawdzięcza znacznie bardziej agresywnemu atakowaniu zachodnich rynków. Kolejnym poważnym konkurentem jest niemal nieznane w Europie Oppo, które swój sukces zawdzięcza skupieniu się na sprzedaży tanich smartfonów we własnej sieci sklepów. Szacuje się, że Oppo otworzyło już ponad 200 000 takich puntów w samych Chinach. 

Nad Xiaomi zawisły czarne chmury, jednak już na początku bieżącego roku ukazał się nowy flagowiec, Mi5, a w maju swoją premierę miał phablet Mi Max, który sprzedał się w aż 1,5 mln egzemplarzach już w dwa miesiące. Mimo powyższych sukcesów Xiaomi nadal nie cieszyło się już tak dużym wzrostem zainteresowania, jak np. w 2014. Rewelacyjne wyniki z kolei osiągają inne chińskie firmy, wspomniane wcześniej Huawei, Oppo, ale i jeszcze jeden producent, Vivo, który skupia się na rynku chińskim oraz południowo-wschodniej Azji. Zważywszy jednak na długoterminowe plany Xiaomi, premierę pierwszego notebooka i nowego smartfona Redmi Pro i wiele innych projektów, nie da się oprzeć wrażeniu, że to tylko okres przejściowy. Zwłaszcza Redmi Pro zapowiada się być prawdziwym hitem. Mający kosztować już od 225 dolarów w najtańszej wersji smartfon wyposażony jest w 10-rdzeniowy procesor Helio X20 i 3GB RAM. Do tego oczywiście ekran full HD, doskonałej klasy aparaty, baterię 4050 mAh i wiele innych gadżetów. Daleko szukać u konkurencji modelu o takich parametrach w podobnej cenie.

Nowy porządek

Lei Jun od samego początku zapowiadał, że Xiaomi nie będzie ograniczać się do produkcji smartfonów, co miało znaczyć, że firma się tylko rozkręca i nie były to puste słowa. Bardzo szybko do sprzedaży trafiły zupełnie nowe produkty, takie jak smart TV, różnego rodzaju gadżety elektroniczne (m.in. power banki, czy smart bandy), sprzęt gospodarstwa domowego, czy też mnóstwo produktów software’owych.
Na rynek wypuszczono nawet tak nietypowe dla branży elektronicznej rzeczy, jak rowery, czy urządzenie do gotowania ryżu.

Priorytetem Xiaomi w ciągu następnych 3-4 lat jest otwarcie około 1000 sklepów. Mają one na celu dać szansę obcowania z produktem, przetestowania jego możliwości zanim dokona się zakupu. Dla obecnie zorientowanej wyłącznie na sprzedaży online firmy byłby to wręcz przełomowy ruch na drodze do poszerzenia oferty. Lei Jun porównywał przyszłość koncernu do Muji, popularnego japońskiego sklepu o bardzo szerokim asortymencie. Planem docelowym byłoby jeszcze radykalniejsze zmniejszenie roli smartfonów w ofercie koncernu, a wygląda na to, że otwarcie sklepów stacjonarnych to tylko jeden z wielu sposobów na uzyskanie tego efektu. Jak zapewniał Lei Jun, firma poświęca dużo środków na prace nad rozrywką w wirtualnej rzeczywistości, czy też badania nad robotami.

Xiaomi w Polsce

Dla większości polskich użytkowników Xiaomi to wciąż przede wszystkim smartfony. Te jednak są bardzo popularne, zwłaszcza, że nie są dostępne w marketach, czy sklepach specjalistycznych i nie mają ich w ofercie sieci komórkowe. Bez wątpienia świadomość marki jest bardzo sukcesywnie utrwalana, a pomarańczowe logo coraz bardziej rozpoznawalne. Produkty chińskiej firmy są kojarzone ze świetną jakością i rozsądną ceną. Nie bez powodu to właśnie ich power banki od wielu miesięcy królują w naszych rankingach.
Warty uwagi jest też bardzo doskonały, zazwyczaj utrzymany w bardzo podobnym guście design w większości produktów Xiaomi. Zazwyczaj dominuje schludna prostota, zwłaszcza w kolorystyce. Także tutaj można doszukiwać się podobieństw do Apple. Złośliwi twierdzą nawet, że wzornictwo Xiaomi to najzwyczajniejsze kopiowanie stylistyki Apple, ale rozważania na ten temat lepiej zostawmy prawnikom. 

Lei JunCo dalej, panie Jun?

Od dawna spekulowało się o wejściu Xiaomi na giełdę. Na daną chwilę jest to druga najwyżej wyceniana firma niebędąca spółką giełdową, ustępując jedynie Uberowi. Lei Jun jednak póki co oddala tę wizję twierdząc, że firmę czeka jeszcze długa droga zanim to się wydarzy. Jeśli wierzyć zapowiedziom CEO, nie stanie się to aż do 2025 roku.
Na daną chwilę pozostaje nam tylko bacznie obserwować poczynania chińskiego koncernu, ponieważ na pewno nas jeszcze zaskoczy.


Przeczytaj również: